Urbino

Powodów do odwiedzenia Urbino jest conajmniej kilka. Urbanistyczna perełka leżąca u podnóża Apeninu Umbryjsko-Marchijskiego została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2007 roku. Urodził się tutaj Raffaello Santi, a na dworze księcia Federica da Montefeltro tworzył Piero della Francesca. Zbiory Galleria Nazionale delle Marche są imponujące, a spacer po mieście, zarówno nocą jak i za dnia sprawia, że przenosimy się 600 lat wstecz. Ale to nie wszystko.

W Urbino na małym placyku poznałam Maurizio, sprzedawcę trufli. Poradził mi, żebym drogocenne grzyby pokroiła w cieniutkie plasterki, a następnie zatopiła w ciepłym, ale nie gorącym, rozpuszczonym maśle. Można je przechowywać w zamrażalniku cały rok. Dodane do makaronu, rozsmarowane na grzankach lub położone na jajku w koszulce sprawia, że szybki lunch albo byle jakie śniadanie zamienia się w wyjątkową ucztę. Niektórzy leczą chandrę Nutellą wyjadaną prosto ze słoika. Ja topię smutki w maśle.

Do restauracji L’angolo Divino trafiłam przypadkiem. Weszłam prosto do kuchni i musiałam być lekko zdezorientowana, bo nie zdążyłam się dobrze rozejrzeć, gdy uśmiechnięta dziewczyna poprowadziła mnie do stolika piętro wyżej. Stonowane wnętrze, ładne meble z ciemnego drewna, z okna widok na cichy zaułek.

Menu skondensowane, a w nim skromna wzmianka o szefie kuchni. Wystarczy szybkie spojrzenie na stronę internetową, by dowiedzieć się, że Tiziano Rossetti ma się czym chwalić -w przeszłości współpracował z takimi sławami jak Gino Angelini, zdobył gwiazdkę Michelin w 2002 roku, kiedy zawiadywał kuchnią Al palazzo, a obecnie wykłada w prestiżowej szkole Alma. Jednak jego kuchnia daleka jest od pretensjonalnych popisów kulinarnych. Wręcz przeciwnie, jest wynikiem wielu doświadczeń, które skierowały jego uwagę na to, co najistotniejsze – sezonowe składniki najlepszej jakości.

Lunch zaczynam od lekkiej sałatki z fenkułu i bottargi. Serena (również absolwentka Almy i chyba najmilsza oraz najbardziej kompetentna kelnerka jaką kiedykolwiek spotkałam), jako danie główne poleca stek z tuńczyka, ale ja decyduję się na intrygujący tortino z czerwonej kapusty, z krewetkami i truflami. Lubię połączenia smaków typowe dla kuchni mare e monti, a region Marche, w którym znajduje się Urbino właśnie w niej się specjalizuje. Danie okazuje się niezwykle delikatne, całość spaja puszysta ziemniaczana pianka, a trufle i krewetki nadają mu wyrazistego charakteru. Obiad kończę  deserem – kasztanowym flanem z sosem angielskim i dojrzałymi, przeźroczystymi jak galaretka owocami persymony. Mistrzostwo.

Chciałabym zostać w Urbino dłużej, tylko po to, żeby wrócić tutaj na kolację. A gdybym mogła, to chciałabym tu jeść codziennie. Żegnam się wylewnie z Sereną i pozdrawiam Tiziano. Dla takich odkryć kulinarnych warto żyć.

Jeden komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s