Rio de Janeiro

Rio! Po trzech dniach w Sao Paulo nie mogłam się doczekać oceanu. Do Rio można dotrzeć samolotem za 200-500zł, lub autobusem za 80zł. Zdecydowałam się na autobus, bo po pierwsze lubię widzieć krajobraz za oknem, a po drugie, żeby kupić bilet samolotowy trzeba mieć brazylijską kartę kredytową lub podać brazylijski numer identyfikacyjny. Podróż trwała 5 godzin + 40min uberem z dworca. Muszę tu zrobić małą dygresję – uberem duże odległości przejeżdżałam za 15-20zł zarówno w Sao Paulo jak i w Rio oraz miałam pewność, że nikt mnie nie obwiezie dookoła. (<3 uber)

IMG_9397

Zatrzymałam się w hostelu Bonita Ipanema, 300m od oceanu. Przeglądając wcześniej opcje zakwaterowania natknęłam się na dużo ofert hoteli w Copacabana. Perspektywa 4* hotelu z basenem na dachu wydawała się kusząca, ale Adriana i Daniel stanowczo odradzili mi zatrzymywanie się tam. Na plaży podobno bardzo często zdarzają się kradzieże, a wieczorem lepiej się nie włóczyć po ulicach. Poza tym, gdy podróżuje się solo, hostel to dobre rozwiązanie. Stałam się trochę zbyt wygodnicka by spać w dormie, ale przecież są hostele, które oferują pojedyncze pokoje. Przy basenie lub w hostelowym barze łatwo można nawiązać nowe, niezobowiązujące znajomości oraz znaleźć kompanów do wspólnego zwiedzania. Muszę jednak przyznać, że kiedyś,  w czasach pre-smartfonowych było łatwiej. Pamiętam kiedy w tzw  „common area” siedziało się z Lonely Planet i po paru minutach nawiązywało rozmowę. Komputer był jeden, może dwa, a żeby skorzystać z Internetu trzeba było wykupić specjalne vouchery. Teraz wszyscy siedzą  obok siebie, wpatrzeni w iPhone’y lub macbooki i sprawiają wrażenie wiecznie zajętych. Zastanawiam się, czy naprawdę jesteśmy aż tak spragnieni informacji na temat tego , co się dzieje w naszym rodzinnym mieście? Czy przyjaciele nie mogą poczekać na szczegółową relację z podróży do naszego powrotu?  Sama z trudem opierałam się pokusie pisania na bieżąco bloga. Postanowiłam zadziałać wbrew ogólnie panującej tendencji i usiadłam na ławce z Coroną, bez telefonu. Zaraz przysiadł się do mnie chłopak – z telefonem w ręku. Po chwili zapytał czy nie będzie mi przeszkadzało jak zapali. Klasyczny small talk i po chwili okazało się, że mamy podobne plany na Rio, jesteśmy spod znaku Byka i oboje jesteśmy głodni. Sam później przyznał, że zamiast sprawdzać co się dzieje na fejsie wybrał rozmowę ze mną bo… nie sprawiałam wrażenia zajętej telefonem. Zmierzam do tego, że czasami warto odłożyć na bok tę tarczę, jaką stała się współczesna technologia. Taka rada dla tych co boją się, że w podróży w pojedynkę będą się czuli osamotnieni.

Ale do rzeczy – jakie jest Rio? To naprawdę niesamowite miasto. Piękne, zróżnicowane, pełne kontrastów. Świetne miejsce dla biegaczy, rowerzystów, siatkarzy i surferów. Mieszkańcy sprawiają wrażenie, jakby nigdy nie chodzili do pracy, a ich życie kręciło się wokół plaży. Uwielbiam też połączenie bujnej roślinności i wzgórz z linią brzegową. Chodząc wzdłuż promenady w Ipanemie miałam ochotę wciąż fotografować to samo, tylko w innym oświetleniu. Oczywiście Rio ma też złą sławę. Dużo mówi się o napadach na turystów, przestrzega się przed chodzeniem po mieście po zmroku, o favelach nie wspominając. Ja nie miałam żadnych nieprzyjemnych doświadczeń, ale też nie mogę powiedzieć, że byłam całkiem wyluzowana.  Warto zachować zdrowy rozsądek i nie wyjmować zbyt często telefonu, nosić małą torbę „cross body” i nie wieszać jej np. na krześle w restauracji, nie obnosić się z lustrzanką, ubierać się skromnie, trzymać pieniądze w kilku miejscach. Jeśli zaś chodzi o dzielnice, do których lepiej się nie zapuszczać, to myślę, że najbardziej niebezpiecznie jest tam, gdzie są drogie hotele i zamożni turyści.

 

IMG_0188

 

Gdzie warto się wybrać?

Rio to miasto spektakularnych widoków. Na styku Ipanemy i Copacabany znajduje się Pedra do Aproador. To bardzo znany surf spot i skała, na którą można wejść i czilować w promieniach zachodzącego słońca z widokiem na pięknych surferów. To także popularne miejsce randek w plenerze. Świadczą o tym gdzieniegdzie poutykane prezerwatywy i imiona wyryte na porastających skałę kaktusach 😉

IMG_9822IMG_9585

IMG_9666

IMG_9816

Kolejnym miejscem, z którego roztacza się piękny widok jest wzgórze Głowa Cukru (Pao de Azucar). Wjeżdża się tam kolejką liniową ze stacji położonej w dzielnicy Botafogo. Na szczycie znajduje się kawiarnia i ławeczki. Jest to miłe i romantyczne miejsce. Nie jestem jednak pewna, czy warto tam wjeżdżać gdy w planach macie statuę Chrystusa Odnowiciela. Chociaż z drugiej strony, czy można przedawkować piękne widoki?

IMG_9660IMG_9662IMG_9661IMG_9659

Cristo Redentore to symbol Rio i chyba jedno z najbardziej rozpoznawalnych przedstawień Chrystusa na Ziemi. Króluje nad miastem i jest widoczny niemal z każdego punktu metropolii. Aby tam się dostać należy pojechać do stacji Largo de Machado metrem, a następnie podjechać do stacji kolejowej autobusem. Słodka, zabytkowa kolejka kursuje różnie. Kiedy dotarłam tam w towarzystwie Nata i Scotta, chłopaków, których poznałam w hostelu, okazało się, że musimy czekać na odjazd dwie godziny. Dlatego zdecydowaliśmy się jechać na górę minibusem. Bus zatrzymuje się w kilku miejscach, niektóre odcinki można przejść pieszo. Na szczycie ogrom posągu uderza. Dookoła, o każdej porze krążą turyści z selfie stickami. Widok jest niesamowity.

 

IMG_9672

DCIM100GOPROGOPR1802.

Czwarte miejsce dla spragnionych widoków to Dos Irmaos, czyli bliźniacze wzgórza idealne na pieszą wycieczkę. Tutaj jednak nie dotarłam, bo wrażenia związane z podziwianiem panoramy zaspokoiły już dwie poprzednie lokalizacje. Zdjęcie poniżej przedstawia wzgórza sfotografowane z Aproador.

IMG_9665Podobnie jak w Sao Paulo, w Rio nie brakuje wspaniałej architektury. Jako ogromna fanka Niemayera, zaciągnęłam chłopaków do Niteroi. To satelitarne miasto połączone z Rio mostem i regularnie kursującymi promami. Warto się tam wybrać dla Muzeum Sztuki Współczesnej, Audytorium i przystani promu. Zwłaszcza przystań wydała mi się interesująca. Jak na budynek użyteczności publicznej jest niezwykle elegancka. Na górze znajduje się restauracja z widokiem na zatokę, a do promu prowadzi futurystycznie oświetlona, zadaszona kładka. Niteroi, mimo, że jest samodzielnym miastem, dla wielu spełnia rolę sypialni. Pełno tu kameralnych restauracji, a plaże sprawiają wrażenie mniej obleganych.

IMG_9818

DCIM100GOPROGOPR1839.

IMG_9819IMG_9817

Kolejną architektoniczną perłą jest Katedra św. Sebastiana. Z daleka przypomina piramidę Majów. To ciekawe nawiązanie, bo przecież to chrześcijańscy konkwistadorzy są odpowiedzialni za upadek dawnych cywilizacji Ameryki Południowej. Może architekt chciał w ten sposób oddać hołd przodkom? Mocną, ekscentryczną formę budynku zdobi witraż przedstawiający krzyż. Myślę, że to jedna z bardziej udanych, współczesnych budowli sakralnych jakie do tej pory widziałam. Zakładam, że mogła by ją „pobić” katedra z Brasilii, ale tam, tym razem nie udało mi się dotrzeć.

 

DCIM100GOPROGOPR1841.

DCIM100GOPROGOPR1846.

Tuż obok znajduje się kolejny budynek wart uwagi. Chodzi o siedzibę Petrobrasu – jednego z najbardziej skorumpowanych koncernów naftowych na świecie. W 2014 krajem wstrząsnęła afera, której pokłosiem były zarzuty wobec kilkudziesięciu dyrektorów firmy. Członkowie ośmiornicy, którzy na prywatne konta przelali gigantyczne pieniądze należeli zarówno do partii ówcześnie rządzącej, jak i do opozycji, a prezeską była obecna Prezydent – Dilma Rouseff, która twierdzi, że nie miała pojęcia o przestępstwach, które miały miejsce w Petrobrasie. Afera niczym w soczewce pokazuje jak bardzo patowa jest sytuacja współczesnej Brazylii. Jeśli jednak sprawy polityczne odłożymy na bok, to budynek koncernu jest doskonałym przykładem architektury brutalizmu. Wyglądem przypomina przeskalowaną kostkę Rubika. Jego zwartą formę przełamują symetrycznie rozmieszczone wcięcia, tworzące tarasy/patio. Brutalizm nadal budzi kontrowersje, a budynki wybudowane w tym nurcie są często, nomen omen, brutalnie niszczone. Mam nadzieję, że Petrobrasu ten los nie spotka, bo świetnie się komponuje z położoną niedaleko katedrą.

IMG_9971Będąc w tej okolicy warto się wybrać do położonej niedaleko pętli tramwajowej. Jak to w wielkich metropoliach bywa, małe drewniane tramwaje stają się powoli reliktami przeszłości i atrakcją turystyczną (patrz Hong Kong, San Francisco). W Rio linia tramwajowa, choć coraz bardziej turystyczna, jest wygodnym sposobem na dotarcie do Santa Teresa. Dzielnica ta przeżywa obecnie swój renesans, za sprawą coraz większej ilości boho kawiarni, galerii i butikowych hoteli. Jej główną atrakcją są schody – Escadaria Selaron, które możecie kojarzyć z teledysku Snoop Dogga.

Schody pokrywa niesamowita, barwna mozaika złożona z ponad 2000 kafelków. Jej autorem jest Jorge Selaron, artysta z Chile, który zaczął od ozdabiania wejścia do swojego, położonego przy schodach mieszkania, a następnie poszedł na całość.

IMG_9960DCIM100GOPROGOPR1854.DCIM100GOPROGOPR1850.

Santa  Teresa nadal uchodzi za niebezpieczną i szczerze mówiąc, odradzano mi samotną wędrówkę po jej zakamarkach. Postanowiłam się nie stosować do udzielanych mi rad. Nawet gdy pytałam o drogę mówiono mi żebym nie szła sama do Parco de ruinas. Na miejscu okazało się, że jest to przestrzeń galeryjna stworzona w dotkniętej pożarem willi z lat 20. Wypiłam kawę, pobawiłam się z miejscowym kotem i nie natrafiłam na żadne niebezpieczeństwo.  Zastanawiałam się na ile wyolbrzymione są te wszystkie ostrzeżenia, a na ile ja po prostu mam szczęście. Moim zdaniem Santa Teresa jest cool i nie ma się czego obawiać.

 

Niewątpliwie lepszą sławą cieszy się Gavea – posh dzielnica położona nad jeziorem. Idealne miejsce na przejażdżkę rowerową, jogging, kajaki. Miejska enklawa, w której nie brakuje luksusowych apartamentów, sąsiaduje z przepięknym ogrodem botanicznym. Stawy, altanki, fontanny, ogród kaktusowy i bambusy zamieszkałe przez przeurocze marmozety  -to atrakcje, które czekają na Was w ogrodzie. Zupełnie przez przypadek, w Gavei trafiłam do super miejsca – O Quintal Zen. To połączenie restauracji z centrum medytacyjnym. W menu znajdują się wegańskie wariacje na temat tradycyjnych brazylijskich potraw, np. przepyszna wege feijoada. Miejsce prowadzi charyzmatyczna Claudia – nauczycielka medytacji, prawniczka i dziennikarka w jednym.

 

 

Jeśli chodzi o życie nocne to myślę, że zamiast łazić po klubach lepiej wybrać się na uliczne party. Pedra do Sol w poniedziałki zamienia się w jedną wielką imprezę. Litry caipirinhy, prowizoryczne konsole, tańce w garażowych klubach od samby, przez funk do hip hopu tworzą prawdziwy obraz tego, jak bawią się mieszkańcy Rio. Dziewczynom polecam jednak wybrać się w męskim towarzystwie, bo adoratorzy potrafią być naprawdę natrętni i bezpośredni. Na zdjęciu poniżej moja obstawa – Scott robił za mojego brata, a Nat za chłopaka.

 

W weekend życie nocne toczy się w dzielnicy Lapa. Byłam tu w kilku miejscach i myślę, że niesamowite jest to, że do klubów wcale nie przychodzą tylko młodzi ludzie. Pary po 70-tce wywijają na parkiecie, cougars w miniówach tańczą z młodziakami, na równi z „regularnymi” klubowiczami. Duże wrażenie zrobił na mnie najstarszy klub w mieście Club dos Democraticos. Co ciekawe, dowiedziałam się o nim od Andrei, miłośnika forró, którego pozałam 5 at temu w Indiach.  W Democraticos można posłuchać świetnej muzyki na żywo no i oczywiście zatańczyć super romantyczne forró.

IMG_9998IMG_9999

Niesamowite imprezy odbywają się również w favelach. Jeśli oglądaliście dokument Favela Funk, to pewnie wiecie o putaria funk, wulgarnej odmianie funku gloryfikującej seks i przemoc. Zastanawiam się, czy muzyka, która słyszałam na ulicach Rocinhy to właśnie było to tylko niezbyt dobrze kumałam treść. Popularne imprezy odbywają się w niedziele i jeżeli macie ochotę na taką się wybrać, to naprawdę bez obaw można to zrobić.

O favelach chyba nasłuchałam się najwięcej i przed wyjazdem do Brazylii założyłam, że chyba do żadnej nie pójdę, bo to zbyt niebezpieczne. Nie lubię też „bieda tours”, podczas których turyści oglądają życie ubogich mieszkańców i skrzętnie dokumentują wszystko swoimi mega aparatami. Jednak po nocy w Pedra do Sol, położonym u podnóży faveli stwierdziłam, że chyba nie taka favela straszna jak ją malują. Na Facebooku znalazłam szkołę dj-ską Spin Rocinha, założoną przez Zozinho, rdzennego mieszkańca faveli i dj-a, który organizując oprowadzanie po okolicy zbiera kasę na rozwój szkoły i zakup sprzętu.

 

IMG_0110

IMG_0115
Tatuaż przedstawiający favelę

Rocinha to największa favela w Brazylii. Zamieszkuje ją 250.000 osób, choć wg oficjalnych danych z 2010 roku jedynie 70.000. Można powiedzieć, że to miasto w mieście, bo działają tu szkoły, biblioteka, centrum sportu i rekreacji, dwa banki, hostele i całe mnóstwo lokalnych interesów. Rocinha ma nawet własną kablówkę i kanał TV – TV Roc. Większość domów zbudowana jest z cegły, tylko te najbiedniejsze, położone na szczycie, to chatki sklecone z różnych materiałów. W porównaniu z indyjskimi slumsami, favela ma dużo lepszą infrastrukturę. Wszystkie domy mają dostęp do czystej wody (dostarczanej przez miasto), elektryczności (kradzionej), oraz 3 razy dziennie są z niej wywożone śmieci. O czystość dba nie tylko miasto, ale też sieć lokalnych zbieraczy śmieci, którzy zabierają odpady z wysoko położonych alejek i znoszą je do punktów wywozu. To, co uderza na wstępie to doskonała organizacja mieszkańców oraz niesamowite poczucie wspólnoty. Po faveli oprowadzał mnie Obi. Jego mama z pomocą sąsiadów postawiła 3 kondygancyjny dom, w którym mieszka z dziećmi oraz gdzie można wynająć pokój. Mieszkał tam przez 3 miesiące Misha Glenny, autor książki o handlarzach narkotyków – „Nemesis”. Obi pokazał mi tarasy na dachach znajomych, z których roztaczał się niesamowity widok oraz wytłumaczył mi, dlaczego czuł się bezpieczniej gdy favelą rządzili narkotykowi dilerzy. W 2011 Rocinha przeszła pacyfikację – program wprowadzony przez burmistrza Rio, mający na celu wyeliminowanie uzbrojonych gangów narkotykowych. W praktyce oznaczało to naloty, aresztowania i strzelaniny, których celem byli wysoko postawieni mafiosi. Po „oczyszczeniu” terenu na ulicach Rocinhi pojawili się policjanci regularnie patrolujący dzielnicę. Z punktu widzenia turysty, poczucie bezpieczeństwa wzrosło, ale mieszkańcy mają inne zdanie na ten temat. Przede wszystkim – gangsterzy, byli ludźmi urodzonymi w Rocinhi, członkami wspólnoty, którzy lokalnie rozwiązywali problemy swoich mieszkańców. Oczywiście, handel narkotykami to nic chlubnego, ale nie zapominajmy, że to nie mieszkańcy faveli są głównymi konsumentami kokainy. Policja natomiast jest skorumpowana oraz niespecjalnie zależy im na bezpieczeństwie mieszkańców, ich rola polega na zapewnieniu bezpieczeństwa ludziom z zewnątrz, co tak naprawdę jest tylko fasadowym działaniem, mającym poprawić wizerunek Rio na arenie międzynarodowej. Pacyfikacja była warunkiem koniecznym do zorganizowania w Rio Olimpiady, która jak wiadomo jest dla miasta doskonałym interesem. Co więcej, ceny w spacyfikowanej Rocinhi gwałtownie wzrosły, za mieszkanie położonej przy jednej z głównych alej trzeba zapłacić nawet 150.000zł. Przed wizytą Baracka Obamy, miasto wdrożyło pomysł wybudowania domów komunalnych w centrum faveli. Kolorowe bloczki wydają się schludne, ale Obi unikałby nazywania ich „darem” burmistrza. Na tym terenie ludzie mieli dwu lub trzy kondygnacyjne domy postawione własnym sumptem, w zamian dostali 40m mieszkania, czyli de facto mniej, niż mieli do tej pory. Pech chciał, że Obama nawet nie zobaczył domów – w ostatniej chwili zmieniono program jego wizyty i pojechał do innej faveli…

Muszę przyznać, że pobyt w Rocinhi otworzył mi oczy. Uświadomiłam sobie jak niesamowitą społeczność tworzą mieszkańcy faveli. Przede wszystkim łączy ich poczucie wspólnoty, które myślałam, że dawno wymarło wśród mieszkańców dużych aglomeracji. To przerażające, że dobrobyt i powszechnie gloryfikowana samowystarczalność tak bardzo oddaliły nas od siebie. I chyba właśnie to lubię w podróżach najbardziej – poprzez konfrontację wyobrażeń z rzeczywistością, można odkryć bardzo uniwersalną prawdę.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s